Dwójka przedziwnie ubranych ludzi pojawiła się nagle znikąd, późną nocą przy płocie jednego z mieszkańców tej zacisznej i uśpionej wioski. Stali chwilę w ciszy, a dużo wyższy od kobiety mężczyzna z długą, srebrną brodą przez chwilę wpatrywał się w skrzynkę. Na niej widniał napis: Judith Hells. Kobieta w tym czasie ogarnęła wzrokiem okolicę tonącą w mroku i zarysy różnokolorowych domów. Zatrzymała wzrok na tym, przy którym stali. Ciemny dom, był mniej widoczny niż reszta, pomimo bliskości. Jedynie biały płot, który go otaczał, dawał wrażenie, że ktoś nadal tu mieszka i zapewne pomagał w nocy kierowcom nie wjechać na posesje. Ogród był pusty, żadnych kwiatów, jak dało się spostrzec u innych pomimo słabej widoczności. Była tylko ciemnozielona trawa, na całej szerokości.
- To tutaj, prawda? Więc dlaczego
? - Spojrzała na skrzynkę.
- Wspominałem, że zmieniła nazwisko - odpowiedział mężczyzna, obdarzając ją lekkim uśmiechem.
- No tak, rzeczywiście - zgodziła się.
Znów stali chwilę w ciszy, a siwowłosy mocniej otulił zawiniątko, które trzymał blisko piersi. Następnie otworzył bramę i ruszył wolnym krokiem zgodnie z drużką prowadzącą wprost do drzwi frontowych ciemnego domu. Jego towarzyszka ruszyła za nim, dłużej zwlekając, i nawet z podenerwowania zapominając o zamknięciu za sobą furtki. W pewnym momencie nie wytrzymała napięcia i przyśpieszając kroku dogoniła wysokiego mężczyznę z brodą.
- Jesteś co do tego pewny Albusie? - zapytała drugi raz dzisiaj dokładnie przyglądając się twarzy dyrektora Hogwartu. O dziwo jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, nie uśmiechał się, nie był poważny, po prostu szedł równym krokiem w stronę drzwi, nie spuszczając z nich wzroku
- W zupełności, Minerwo - odpowiedział stanowczo, kilka kroków dalej.
McGonagall znowu zabrała głos:
- Ale ta kobieta nie jest zrównoważona psychicznie. Przecież wiesz, że leczy się psychiatrycznie od kilku lat i
- Oboje wiemy - przerwał jej - że nie jest psychicznie chora, tylko doświadczyła w życiu czegoś naprawdę nieprzyjemnego. - Tutaj spojrzał jej prosto w oczy i ta nieco zmieszana odwróciła wzrok. - Jest całkowicie przy zdrowych zmysłach, a lekarz pomaga jej tylko poradzić sobie ze wspomnieniami.
- Racja, nie powinnam tak mówić. - Przyznała mu rację z pokorą. Umilkła i wpatrywała się w twarz śpiącego jednorocznego Harryego.
- Poza tym, lepiej ona niż jego wujostwo, wszystko jest lepsze niż siostra Lily. - W tym momencie doszli do ganku i weszli cicho po trzech stopniach - To naprawdę silna, odważna i dobra kobieta, przecież ją znasz Minerwo.
Tym razem McGonagall nie odpowiedziała przyglądając się dokładnie ruchom Dumbledora, kiedy ten zapukał kilka razy w drzwi. Odczekali chwilę w skupieniu.
- Ostatni raz widziałam ją jak miała piętnaście lat. Nie była wtedy zbyt odpowiedzialna
- Teraz ma dwadzieścia dwa lata i jestem pewien, że wydoroślała. - Zauważył, że nie była co do tego przekonana - Wiesz, że to najlepsze wyjście, nikt nie będzie go tutaj szukał. Nawet Syriusz nie wie, że ona wciąż żyje, poza tym jest świetną czarownicą nic mu przy niej nie grozi.
McGonagall nie odpowiadając poprawiła kocyk, w którym dziecko było oplecione i przez dłuższą chwilę wpatrywała się w znamię w kształcie błyskawicy na jego czole.
W końcu zaświeciło się światło i drzwi otworzyła młoda kobieta z bujnymi czarnymi włosami opadającymi na nagie ramiona i w rozwiązanym szlafroku, który odkrywał jej skąpą fioletową halkę. Wyglądała na bardzo zdziwioną, ale i zaspaną zarazem.
McGonagall chciała już skomentować jej ubiór, ale ograniczyła się tylko do zazdrosnego spojrzenia. Dumbledore też przez chwilę zadawał się być zamroczony, ostatni raz widział ją trzy lata temu.
- Albusie? Minerwo? - zapytała niepewnie rozbudzając ich swoim wysokim głosem, był nieco zaspany.
- Możemy wejść? - Dumbledore pokazał jej ruchem głowy zawiniątko a rękach, kobieta jednak zdawała się zauważyć tylko gest, a nie malucha
- O
oczywiście. - Usunęła się z przejścia zerkając na karcące spojrzenie McGonagall i mimowolnie owinęła się szlafrokiem, a dwójka nauczycieli Hogwartu weszła do środka. Albus po chwili machnął różdżką i wszystkie zasłony zasunęły się, brunetka natomiast oczekiwała cierpliwie spoglądając raz po raz na dyrektora Hogwartu, a raz na dziecko
- Zapewne jeszcze nic nie wiesz. Potterowie nie żyją - oznajmił poważnie.
- Lily i James? - jęknęła przygryzając wargi. Następnie zakryła oczy dłonią. - Śmierciożercy? Tak?
- Nie, sam Voldemort. - W przedpokoju zapanowała cisza. Dyrektor i nauczycielka transmutacji mierzyli się smutnym wzrokiem.
- Rozumiem, że to dla ciebie szok, tak jak dla nas wszystkich
ale nie mamy dużo czasu - powiedział kładąc jej rękę na ramieniu. Kobieta wytarła oczy rękawem i siliła się na zachowanie spokoju.
- Co mogę dla was zrobić? - zapytała dzielnie.
- Musisz się zaopiekować Harrym.
- Kim? - Po chwili skupiła wzrok na zawiniątku, które Dumbledore trzymał blisko swojej siwej brody, tuż przy piersi.
- Harry Potter, ich syn - oznajmił.
- T
to jest ich syn? - wydukała i wyciągnęła drżące ręce w jego kierunku, posyłając Albusowi spojrzenie pytające "mogę?". Ostrożnie wzięła chłopca od dyrektora i oplatając go ramionami przyglądała mu się przez chwilę. Widać było, że z trudem powstrzymywała łzy. - Boże
wygląda zupełnie jak
James. - Uśmiechnęła się gorzko. Gdy chłopak się rozbudził, dziewczyna już nie była w stanie powstrzymać się od płaczu. Spoglądała w zielone oczy Lily
i z jej własnych płynęły łzy. Mimoto uśmiechnęła się do niego lekko, a dziecko przyglądało jej się w zaciekawieniu, wyciągając małą rączkę i dotykając jej mokrego policzka. Ona delikatnie dotknęła jego rączki i pogłaskała ją jednym palcem, taka była malutka. McGonagall odwróciła wzrok, zaciskając powieki, a Dumbledore uśmiechał się ze współczuciem do tego obrazka.
- A więc, zgadzasz się? - wtrąciła McGonagall gdy pokonała chęć rozpłakania się, starając się zachować pozory opanowanej.
- Ja
ja sama nie wiem - jęknęła, nie odrywając oczu od jasnej buzi chłopca. - Przecież wiecie, że sama się ukrywam
zmieniłam nazwisko, zamieszkałam w mugolskiej dzielnicy. Nie jestem przekonana, że dokonaliście dobrego wyboru
- Julio
- Umilkła natychmiast bo Albus Dumbledore użył jej prawdziwego imienia, nie tego co widniało na skrzynce pocztowej. - Wydaje mi się, że już najwyższy czas wrócić do świata magii i do własnej tożsamości. Może nie od razu, ale kiedyś musisz w końcu o tym pomyśleć. Nie jesteś stworzona do takiego życia, bez magii.
- Musi zostać w bezpiecznym miejscu, nie możemy nikomu ufać. Nie mogliśmy go nawet oddać Syriuszowi, chociaż jest jego ojcem chrzestnym. Gdyby nie pewne wydarzenie, zapewne byłabyś jego matką chrzestną, więc pomyśleliśmy o tobie.
- Schell, - McGonagall także zwróciła się do niej jej prawdziwym nazwiskiem - on nie ma nikogo na świecie poza swoim wujostwem, ale to straszni mugole, do tego nie sądzę, żeby byli dla niego życzliwi, przecież sama wiesz jaka jest Petunia.
Julia westchnęła w bezsilności, spojrzała raz jeszcze na dziecko i uśmiechnęła się do siebie. Dumbledore odpowiedział tym samym uśmiechem. Stwierdził, że udało się ją przekonać. Patrzyła na niego takim matczynym wzrokiem, którym nie miała kogo obdarzyć.
- Czy mam przed nim ukrywać kim jest? Kim
byli jego rodzice? - zapytała wreszcie widząc, że dwójka szykuje się do wyjścia. Dyrektor Hogwartu, zatrzymał się w wejściu i powiedział życzliwym głosem:
- Ty zdecyduj, jesteś teraz dla niego matką. - Następnie wyszedł, a za nim McGonagall, zamykając za sobą drzwi. Celowo użył tego słowa, wiedział, że Julia od dawna o tym marzyła - o dziecku, którego sama nie może mieć.
Nim odeszli kawałek siwowłosy się odezwał:
- Rzeczywiście, wydoroślała
- chrząknął.
- Albus! - Pouczyła go McGonagall
- No co? Uważam tylko, że to bardzo piękna kobieta
- I specjalnie chciałeś przyjść tu w nocy?
- To już jest śmieszne Minerwo - zaśmiał się pogodnie i oboje zniknęli we mgle.
--------------------------------------------------------------------------------------
Two people dressed in strange clothes appeared from nowhere in the middle of the night by the fence belonging to one of the dweller of this sleepy, small town. They were standing there for a while, in completely silence. A tall man with a long, white beard was staring at the mailbox with the name 'Judith Hells'. Shorter woman looked around the dark area and outline of the colourful residences. At last she focused her eyes on a house near which they were standing. The house was less visible than the rest of the buildings despite of its nearness. Only the white fence defends it from the strangers and burglars.
The garden was empty, without any flowers, on the contrary to the neighbours possessions. It was all covered only by the grass.
"Its here, right? Then why...?" woman looked at mailbox.
"I told you she has changed her name"
"Oh yes, true..." she agreed and then they fell into the silence again.
Few minutes later the grey-haired man hugged a bundle, which he kept near his chest, opened the gate and followed the path leading to the door. His companion followed him, defers a bit longer and forgot to close the gate. At last she couldn't stand the tension and caught the man up.
"Are you sure about this, Albus?" asked McGonagall once again, looking seriously at Dumbledore. His face was neither happy nor serious. He was just walking straight to the door.
"Of course I am sure, Minerva" he answered firmly.
"But that woman is not fully sane. You know that she is mentally unbalanced, and she has been visiting psychiatrist since...
"We both know..." Dumbledore interrupted her "that she is not insane. She is just someone who was harmed"
When he looked straight in Minervas face she averted her eyes.
"She is completely sane and the psychiatrist only helps her to manage with her reminisce" he said.
"You're right, I shouldn't say something like that" McGonagall agreed looking at one-year-old sleeping Harry.
"Besides, everyone is better than Lily's sister."
The went upstairs and finally reached the door.
"She is really strong, brave and good woman, you know her Minerva, dont you?"
This time McGonagall didn't say anything, she was just keeping eyes on Dumbledore when he knocked at the door. The silence was the only thing that answered them.
"Last time I saw her when she was fifteen years old. She wasn't very responsible..." mumbled Minerva.
"Now she is twenty-two, and I'm sure she grew up" said Albus noticing McGonagall didn't really believe his words "You know it's the best way, nobody will seek him here. Even Sirius doesn't know that she is still alive, besides she is a great witch and Harry will be safe with her."
Minerva only corrected child's blanket, couldn't take her eyes off of Harry's forehead.
Suddenly the door opened showing a black-haired woman. She was wearing only a purple petticoat and dressing-gown which uncovered her naked shoulders. Brunette seemed to be sleepy and surprised also.
McGonagall abstained from commenting her clothes, and just gave her a jealous look. Albus was also startled. Last time he had seen her was three years ago
"Albus? Minerva...?" brunette asked with a sleepy voice.
"Can we come in?" Dumbledore pointed at bundle he was keeping, but the woman didn't really realized that was a baby.
"O-Of course.." she stepped back and let them in. McGonagall gave her disapproving gesture and the black-haired girl covered her arms, while Albus was drawing all curtains using his wand. Brunette was waiting patiently looking at Dumbledore.
"I'm sure you haven't found out yet. The Potters are dead" he said seriously.
"Lily and James?" she covered her eyes with a hand "The Deatheaters, right?"
"No, Voldemort himself" the silence fell around. The headmaster and the tranfiguration teacher glanced at each other with a sad look and let the woman assimilated this terrible message.
"I understand it is a shock for you, just like for all of us... but we don't really have time" said Albus laying his hand on her shoulder.
"Is there something I do for you?" brunette asked bravely.
"You have to take care about Harry"
"Who?" she asked and then she looked at the thing that Dumbledore was keeping so close to his beard and chest.
"Harry Potter, their son"
"T-that's their son?" the black-haired took the boy very carefully looking at him for some time. There was no doubt she was fighting back her tears.
"God... he looks exactly like... James" she smiled. When the boy woke up she was looking straight to his green eyes, Lily's eyes... her own were full of tears. Small Harry was staring at her with an interest in his look. His small hand reached her wet cheek and touched it. Brunette also touched and stroked his hand with one finger. McGonagall couldn't keep watch this tearful scene and averted her eyes. Dumbledore was just smiling with understanding and sympathy.
"So, you agree, yes?" said McGonagall, when she had managed her will to cry, trying to look calm.
"Well... I... I dunno..." black-haired was still keeping her eyes on the boy "You know I'm in hiding too... Ive changed my name, I moved out to the muggle town. I'm not sure, that you made a good choice...
"Julia..." she stopped talking when Albus used her real name, not this one on the mailbox "In my opinion this is the right time to come back to the world of magic and your own identity. Maybe not on the spot, but you have to come back someday. You're not able to lead a life like this, without magic"
Dumbledore was really serious.
"Harry has to stay in a save place, we can't trust anybody. We couldn't ask Sirius for this, even he's his godfather. You should probably be his godmother, so we chose you."
"Schell" this time McGonagall use her real surname "He doesnt have anyone in the world except his uncle and aunt, but they're muggles, besides I don't think they will ensure him a good childhood - you know Petunia."
Julia sighed, glanced at the boy one more time and smiled to herself. Dumbledore answered this same smile. He knew she was decided, she was looking at Harry with a such motherly look.
"Should I tell him about who he is? Who were his parents...?" she asked while the two were getting ready to leave. The headmaster stopped and said with a calm voice:
"You can decide, now you are his mother" then he left with McGonagall closing the door behind themselves. Albus called Julia mother on purpose, he knew Julia has been dreaming about it - about a child, that she couldn't have on her own.
Before they left Julias place Dumbledore said quietly:
"Yep, she grew up..."
"Albus!" Minerva rebuked him.
"What? I just admit she is a very beautiful woman now"
"And you came here at the night on purpose?"
"That's just ridiculous Minerva" he laughed and they disappeared both in fog.
















Devious Comments
Comments
--
-xxx-
Jo Jo
--
-xxx-
Jo Jo
besides there's some translation... part of this prologue
and thanks ^^
--
"You don't allow me to go at Diagon Alley, mother. It runs a risk I can meet there a muggle-borns... and... GOD! I can talk with them!" said Sirius ironically imitated his mother voice
--
Stuffed with Steamy Goodness
--
If it's all dream
Now wake me up!
If it's all real
Just....kill me..
Dzięki za fava.
--
"You don't allow me to go at Diagon Alley, mother. It runs a risk I can meet there a muggle-borns... and... GOD! I can talk with them!" said Sirius ironically imitated his mother voice
Previous Page12345...Next Page