Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

 

YouWillAlwaysComeBack-comic-HP by ~frytka:iconfrytka:


©2009 ~frytka
:iconfrytka:

Artist's Comments

Dwóch mężczyzn rozejrzało się po okolicy znudzonym spojrzeniem. Chociaż był to wyjątkowo pogodny dzień, jak na tę porę roku, żaden z nich nie miał uśmiechu na twarzy. W końcu jeden z nich wskazał palcem konkretny brązowy dom.
- To ten. - Rudowłosy jeszcze raz sprawdził adres z tym na kartce. Jego kolega - postawny blondyn ze słowami „No to chodźmy...” ruszył niechętnie w tamtym kierunku. W miarę zbliżania się do odpowiedniego ogrodzenia spostrzegł, że staruszka dotychczas siedząca w sąsiednim ogródku wstała i rusza w ich kierunku w żółwim tempie. Kiedy obaj dobrnęli do furtki prowadzącej do brązowego domu odezwała się skrzeczącym głosem zatrzymując ich słowami:
- Zastanów się dobrze zanim tam wejdziesz, młody człowieku! - Blondyn spojrzał niezrozumiale za siebie, na równie zdziwioną minę swojego kolegi.
- Dlacz...?
- Posłuchajcie starej kobiety... - kontynuowała z ożywieniem i z lekką zadyszką, kiedy w końcu dobrnęła do nich. - Mężczyźni, którzy tam wchodzą, później nie mogą się od NIEJ uwolnić. Będziecie tego żałować! To zła kobieta! Usidli was jak każdego, który tu był! Raz ją zobaczysz i zawsze będziesz wracał!
Kiedy zauważyła, iż zignorowali jej ostrzeżenie, bo blondyn właśnie otworzył furtkę, zawołała bardziej rozpaczliwie:
- Jesteście zbyt młodzi! Zbyt przystojni...!
- Sorry, babciu. - Blondyn z lekką bródką uśmiechnął się do niej. - Ale ja wolę młodsze.
W końcu ruszyli ścieżką prowadzącą do drzwi frontowych.
- Kogo my do cholery mamy przyprowadzić na tę rozprawę? - spytał po chwili blondyn, kiedy oddalili się trochę od starej kobiety.
- Nie mam pojęcia, Otto... Ale okolica jest doprawdy urocza... - Westchnął rudowłosy w ostatnim momencie wymijając stopą małą, kolorową ciężarówkę leżącą na trawniku. - Ale miejmy nadzieje, że ta Schell nie jest jedną z nich... - Kątem oka obserwował jak starowinka, po przeciwnej stronie płotu podąża za nimi. Chociaż zdzierała gardło, dwaj mężczyźni całkowicie ją zignorowali. Kiedy natomiast Otto nacisnął dzwonek wydała z siebie ostatnie:
- Już po was! Już po was!
Nastę pnie schowała się za drzewem, stojącym w jej ogródku. Otto i George zdążyli wymienić spojrzenia, kiedy nagle usłyszeli jak drzwi się uchylają. Przez chwilę w zdumieniu patrzyli na puste przejście; Dopiero potem zorientowali się, że mieszkaniec domu jest znacznie niżej.
- H...Hej kowboju! - Otto szybko się uśmiechnął, widząc w drzwiach małego brązowowłosego chłopca o zielonych oczach. - Hej mały... jak ci na imię? - Przysiadł by lepiej przyjrzeć się chłopcu. On wcale nie wyglądał na wystraszonego.
- Harry - odpowiedział. - A pan?
- Ja jestem Ot... - Spostrzegł bliznę na jego maleńkim czole; sterczące we wszystkie strony włosy nieco ją przykrywały. - Chwila... czy ty czasem nie jesteś?
- Tak jest, to TEN Harry Potter - powiedział zdenerwowany kobiecy głos i Otto zauważył dopiero teraz, że za chłopcem pojawiły się dwie zgrabne nogi. W miarę podnoszenia się zmierzył wzrokiem całą szczupłą sylwetkę kobiety ubranej jedynie w różowy szlafrok.
Wzrok obu mężczyzn jednak zatrzymał się na twarzy, do której przykleiły się wilgotne i pachnące kwiatami czarne włosy.
- Cholerne ministerstwo... - pełne, soczyste usta wypowiedziały przekleństwo, a cienkie brwi zmarszczyły się gniewnie. - Przecież mówiłam, że stawię się na tej rozprawie. Nie było powodu kogoś po mnie posyłać.
Zauważyła z niechęcią, że jej nie słuchają. Zamiast tego ich pełne zachwytu spojrzenia jedynie wędrowały po jej ciele. Odetchnęła głęboko, starając się uspokoić; nie było sensu się na nich wyżywać. Niestety po chwili usłyszała:
- Och, jaka szkoda! Jaka szkoda! Tacy młodzi... - Niechętnie wychyliła się z zza drzwi i podarowała sąsiadce niechętnie spojrzenie.
Ta zauważając ją chwyciła za swój krzyżyk na łańcuszku i skierowała w jej stronę.
- K..k...kolejni do kolekcji? - wydukała. - Nie dość ci?!
- Widzę, że dotrzymała wam towarzystwa? - zapytała ironicznie Julia i skierowała swoje czarne oczy na blondyna.
- E, tak! - Otto rozbudził się. - Coś plotła o tym, że jak tu wejdziemy to już się nie uwolnimy czy coś takiego... - Zakrył twarz ze swojej prawej strony i przyciszył głos. - Trochę jej chyba odbiło na starość, co?
Schell jednak mu nie odpowiedziała. Ze smutną miną wzięła chłopca na ręce, kiedy ten pozdrawiał właśnie sąsiadkę.
- Prawda? - powtórzył nieśmiało pytanie Otto.
- Co ci mówiłam o rozmawianiu z nieznajomymi? - Tym razem Julia zignorowała ich na rzecz chłopca;
- Przepraszam... - odpowiedział Harry. Razem ruszyli w głąb domu.
- Teraz już za późno. - Zatrzymała się i odwróciła głowę do mężczyzn ciągle stojących w przejściu. - Idziecie czy nie? Dacie mi chyba pięć minut? Czy chcecie mnie wyciągnąć w szlafroku?
Otto miał wielką ochotę powiedzieć, że to kusząca propozycja. Jednak głos ugrzązł mu w gardle. Czuł się całkowicie bezbronny i bezradny. Był tylko w stanie podążyć za nią aż do kuchni, nie odrywając wzroku od jej kołyszących się bioder. George nie czuł się lepiej.
W jasno oświetlonej kuchni kobieta posadziła dziecko przy stole, tuż przed miską z płatkami. Cały dom pachniał kwiatami... różami...
- Lada chwila będzie tu ktoś, żeby zająć się Harrym. - Jak spostrzegł Otto, gdy była pochylona nad chłopcem na jej karku zabłyszczał złoty medalion prowadząc do pełnych piersi, gdzie na jednej dało się przez sekundę dojrzeć pieprzyk. - Nie mogę zostawić go tu samego - oznajmiła, nie patrząc już na swoich gości. Ci nadal nie umieli powiedzieć nic sensownego. Byli tylko w stanie wodzić za nią wzrokiem kiedy przemierzyła kuchnię; a ona była tego całkowicie świadoma. Zbliżyła się do Otta i nim ten zdążył przyjrzeć się dwóm pieprzykom, jednym nad lewym kącikiem ust, a drugim tuż pod lewym okiem, wyciągnęła mu obcesowo papierosa z ust.
- Byłabym wdzięczna jakbyś tu nie palił... ? - Zrobiła przerwę oczekując na jego imię
- O... Otto.
- Otto. - Zmierzyła jego twarz podejrzliwie i zerknęła na rudowłosego. - I?
- George...
Przez chwilę milczała, a potem prychnęła: - Aleście rozmowni... Dobrze więc! Otto i George, zajmijcie się małym na kilka minut, okej? Tylko się ubiorę?
- J...jasne uwielbiamy... dzieci... - zapewnił Otto wodząc za nią wzrokiem, dopóki nie zniknęła w kolejnym pomieszczeniu.
- Widziałeś to? - jęknął z podziwem Otto po krótkiej chwili
- Czy widziałem?... po prostu... łał... - prychnął George i jakoś nie był w stanie pozbyć się głupiego uśmiechu z twarzy.
- Ale... laska...
- Co znaczy laska? - Usłyszeli obaj mężczyźni, zdając sobie sprawę, że mały chłopiec przez cały ten czas był w kuchni. Wymienili spojrzenia i Otto, czując, że z każdą sekundą od zniknięcia brunetki jego pewność siebie i arogancja wraca, podszedł do stołu i usiadł naprzeciwko chłopca.
- A więc mały...? Harry? - Ten obojętnie podniósł na niego parę swoich zielonych oczu.
- Mieliśmy na myśli, że masz ładną mamusię... bo masz, co nie?
- Nie wiem. - Wzruszył ramionami. - Ciocia jest ładna...
- A więc to twoja ciocia??? - Nie ukrywał radości z tej informacji. Chłopak przytaknął jakby już znudzony rozmową. Wrócił do jedzenia płatków.
- A gdzie twój wujek? Jeśli jakiś jest? - Harry w odpowiedzi wskazał na przedpokój. Gdzie właśnie pojawił się młody mężczyzna o blond włosach. Miał zabandażowaną lewą rękę i kilka blizn na twarzy, które nie pasowały do jego uprzejmego uśmiechu. Wchodząc do kuchni uśmiechnął się do nich tak jakby wcale nie był zaskoczony.
- Cześć, wujku Remusie! - krzyknął ożywczo Harry i na jego buzi pojawił się szeroki uśmiech.
- Hej Harry. Aurorzy z ministerstwa? - Zapytał spokojnie mierząc wzrokiem najpierw Georga, a potem Otta. - Ta rozprawa, tak?
- E... tak... właśnie czekamy na... - Otto wskazał gdzieś za siebie i odchrząknął, podnosząc się z krzesła. - Twoją... żonę?
Remus prychnął, podszedł do Harry'ego i zmierzwił mu na przywitanie włosy.
- Mówicie o Julii? Nie, to tylko przyjaciółka. - Uśmiechnął się do siebie, zrzucając z siebie ciężki płaszcz.
- Nie mów? Ona jest sama?? - zapytał Otto nie kryjąc zdumienia i zadowolenia z nowej informacji.
- Nie do końca... może sam ją zapytaj, stoi za tobą...
- Ależ to ciekawskie, co? - Uśmiechnęła się, kiedy blondyn rzeczywiście się przestraszył i zmieszał po zauważeniu jej za sobą. Zakładała właśnie drugi kolczyk i pokręciła głową z dezaprobatą. Podeszła do Lupina i powitała go pocałunkiem w policzek.
- Dzięki ci wielkie Remus, jesteś niezastą piony.
Tak samo pożegnała się z chłopcem.
- Drobiazg. Wiesz, że to przyjemność. A teraz idź już... zanim przyślą po ciebie więcej, bo stwierdzą, że ci tutaj „zaginęli w akcji”.
Julia zachichotała i ubierając płaszcz skierowała swe kroki do wyjścia. Lupin przez chwilę odprowadzał ją wzrokiem, a potem przypomniał sobie o dwóch aurorach.
- E... chłopaki? Chłopaki! - Ci zareagowali dopiero po jego krzyku. - Nie powinniście przypadkiem pójść razem z nią? - Wskazał na oddalającą się Schell. Zerwali się i nawołując brunetkę by poczekała, zniknęli w przedpokoju.
- Śmieszni są... - stwierdził Harry
- Tak, wszyscy panowie zachowują się śmiesznie przy Julii. - Remus zajął miejsce przy stole, tuż obok Harry'ego.
- Ty nie.
- Też czasami... - Otto i George właśnie wybiegli na ogród wołając za Julią.

"The Godmother/Matka Chrzestna"

Sorry for another comic being part of "The Godmother", however I really enjoy drawing these.
Comment very welcomed :*

EDIT 21.06.09: I've finished colouring

Comments


love 2 2 joy 2 2 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconfey-r:
Remus jest tu taki słodki, do schrupania na wczesne śniadanie, mniam, mniam, mniam! Boże, jakbym spotkała takiego ładnego i słodkiego Remuska... ^^! Dobrze wiemy, dobrze wiemy ^^ Ale spokojnie Sev, wcale cię nie zdradzam :D Pięknie ci wyszło! I Otto też ładny :D A Harry taki słodziak :)

--
...Life is but a dream...
:iconvero-sama:
hahahhaha, is that lil old lady holding a cross back there? My jaw almost cracked form laughing so hard :D

awww for Remus :hug:

--
Grown-ups never understand anything by themselves, and it is tiresome for children to be always and forever explaining things to them.
:damphyr:Antoine de Saint-Exupery
:iconmrsannapotter:
aww, Remus is so sweet :)

--
Do the ghouls normally use pyjamas?- Harry DH
:iconkarigin:
awwww soo sweet loved ittt

--
Army Sergeant: Is there any reason you shouldn\'t be in this man\'s Army?
Max: I\'m a cross-dressing homosexual pacifist with a spot on my lung.
Army Sergeant: As long as you don\'t have flat feet.
:iconladyangie:
Oh man, that last line made me think of Julia/Remus. Sirius wouldn't be happy. :P

--
Elf: Is the glass half empty or is it half full?

Me: ...well that all depends what's inside the glass and if there's more. ;P
:iconzoe2095:
Great, now I know were Otto came from :XD:
As interesting as always, I just love how men look at Julia

--
[I'm... LOSTified!][Music's the Oddysey]
[If I am a criminal, my motive is musical]
:icontheoddgod:
Oh, I love this! All the drawings are very good and I love the coloring. Especially on Schell and Remus the first time we see him. Love it. :)

--
"We're sorta like 7/11. We're not always doing business, but we're always open." ~Boondock Saints
:icongizmo-in-the-sky:
awww Remus and Harry were tooooooo much cute :D I realy love Remus's draw! :wow: My my!

--
:bulletpurple::bulletred: GiZmO :bulletred::bulletpurple:

Well, I'd never want to see you unhappy
I thought you'd want the same for me
:iconavatar013:
Hehe, now those men will always be back, just like what the old hag said.;P And now we can confirm that Remus is no longer 'innocent'.XD Nice touch on the coloring, and I like what you did with Julia's face. Although, her being without makeup is just as beautiful.:D

--
"God created us not only with flesh and blood, but with his own image. And so, we have a part of ourselves that is God."

~condenced from Jostein Gaarder's Through the Glass, Darkly and my brain.

Details

February 8
2.6 MB
2.6 MB
763×4276

Statistics

108
100 [who?]
4,505 (2 today)
13 (0 today)

Share

Link
Embed
Thumb

Site Map